
KOCHAM TO, CO ROBIĘ

Jak trafiła Pani do branży wzornictwa?
To była seria przypadkowych zdarzeń. Tak to oceniam z perspektywy 14 lat pracy. Na początku rozpoczęłam współpracę z firmami: Marset i Decor Walther. Praca dla tych marek stała się moją pasją i bardzo mnie zaabsorbowała. To była prawdziwa życiowa rewolucja. Gdybym miała zmierzyć się z tą decyzją po raz drugi, nic bym nie zmieniła.
Po studiach licencjackich wyjechałam na półtora roku do Niemiec, aby uczyć się języka niemieckiego, który uwielbiam. Po powrocie do kraju podjęłam się obowiązków związanych z kontaktami handlowymi. Wtedy przyszła pierwsza propozycja zostania agentem niemieckiej marki. Miałam niewiele ponad 20 lat, nie chciałam ryzykować i wybrałam stabilizację, którą gwarantował mi dotychczasowy etat. Choć lubiłam swoje zajęcia, szybko zdałam sobie sprawę, że pewność tego, co wydarzy się na koniec dnia, przewidywalność to nie wszystko. Żeby żyć pełnią życia, potrzebuję wyzwań, czegoś nowego – nowych projektów, rozwiązań, metod, możliwości sprawdzania siebie i tego, na co mnie stać. Miałam 28 lat, kiedy zaoferowano mi pracę dla firmy Köhler – niemieckiego producenta ceramiki i armatury sanitarnej. Fakt, że na co dzień będę mogła porozumiewać się po niemiecku, był dla mnie szalenie ważny – nie chciałam zapomnieć tego języka. Ale równie interesująca była perspektywa pracy z doskonałym wzornictwem i projektantami z pierwszej ligi światowej. Dobry, ponadczasowy design zawsze pozostawał w kręgu moich zainteresowań. Intuicyjnie potrafiłam odróżnić dobre wzory od słabszych. Zdecydowałam się podjąć wyzwanie. Kolejne propozycje przyszły szybko. Współpracę zaproponowała mi m.in. hiszpańska marka Marset, producent lamp i oświetlenia, później zaś Decor Walther, niemiecki producent luksusowych akcesoriów łazienkowych.
W tamtym czasie zostałam również mamą. Rodzina zawsze była dla mnie bardzo ważna, choć z powodu miłości do tego, co robię, zdarzało mi się nieraz przekraczać granicę pomiędzy życiem zawodowym a prywatnym. Dziś wiem, że przepis na prawdziwy sukces wymaga równowagi. Mimo mojego ogromnego zaangażowania w wiele przedsięwzięć, staram się znajdować czas na życie poza pracą i odpoczynek.
Dostała Pani jako młoda osoba duży kredyt zaufania i odpowiedzialność od marek zachodnich. Jak wspomina Pani początki swojej drogi zawodowej w charakterze przedstawiciela?
Ogromnym wsparciem byli dla mnie nasi partnerzy, czyli dealerzy, którzy chętnie dzielili się swoim doświadczeniem. Internet nie był wówczas tak powszechny, to były inne czasy. Oczywiście nic nie przychodziło łatwo i nieraz bywało trudno, ale miałam w sobie upór i determinację, by marki, którymi się opiekowałam, zaistniały na rynku.
Jak się Pani udało odnaleźć w kulturze pracy firm z południa Europy i z Niemiec?
Jestem dobrze zorganizowana. Wymagająca od siebie, ale i od innych. Producenci doskonale wiedzą, że aby osiągnąć sukces, musimy zaoferować polskim klientom najlepszy serwis.
Co jest kluczem do długotrwałej współpracy z partnerami?
Zdecydowanie – profesjonalizm i oddanie. Inspirowanie się nawzajem. Rozumienie się bez słów, potocznie zwane “chemią”.
Na marginesie zdradzę, że kiedy zaczynałam, wyobrażałam sobie, że taki charakter pracy będzie miał wielki atut – wolny czas na rozwijanie pasji, np. podróże. Teraz mogę powiedzieć, że nawet w podróżach pracuję, czasu na hobby mam niewiele. Ale dostrzegam też, że moje życie nie jest jednowymiarowe, udało mi się połączyć różne kawałki życiorysu. A możliwość poznawania wielu ciekawych osobowości jest bezcenna.
Pani praca to jednak nie tylko sprzedaż produktów, ale też edukowanie, podpowiadanie rozwiązań.
To prawda, lubię inspirować innych. Prowadzenie szkoleń to kontakt z ludźmi, interakcje, potrzebuję tego jak powietrza. Wymiany opinii, poglądów.
Nieustanne szkolenia są wpisane w ten zawód.
Znakomicie się Pani odnalazła w architekturze wnętrz.
Architektura mnie zafascynowała! Zgłębianie tej tematyki to przyjemność. Pozwala na kontakt z pięknymi przedmiotami, budynkami i interesującymi projektantami. Studiuję biografie: Arne Jacobsena, Zahy Hadid, Patricii Urquioli, dużo czytam o designie.
Szczególnie imponuje mi Zaha Hadid, Irakijka, która w świecie architektury, zdominowanym przez mężczyzn, była w stanie osiągnąć spektakularny sukces. Ogromne wrażenie zrobiło na mnie muzeum jej projektu w Kopenhadze (Ordrupgaard Museum). Dużym sentymentem darzę ponadczasowe projekty Ray i Charlesa Eamesów. Ze współczesnych projektantów cenię Sebastiana Herknera, który łączy nowe technologie z recyklingiem dawnych tradycji rzemieślniczych.
Dzisiaj już nie jestem w stanie przejść obojętnie obok ciekawego przedmiotu. Te, które mnie najbardziej zaintrygowały, mam w przestrzeni domowej. Dostęp do nowości nie daje mi jednak spokoju, ciągle chciałabym coś w swoim domu zmieniać.
Najbardziej spektakularne realizacje architektoniczne w Polsce, przy których miała Pani okazję współpracować, to…
Jedną z pierwszych, która zapadła mi w pamięć, był luksusowy hotel Hyatt w Warszawie, do którego firma Decor Walther dostarczyła akcesoria łazienkowe. To niesamowite uczucie być częścią tak prestiżowego przedsięwzięcia.
Najnowszą realizacją, z której jestem dumna, jest natomiast Jazz Club i Hotel Nobu w Warszawie. To bardzo minimalistyczne wnętrza, wyraziste, teatralne.
Nie mogę nie wspomnieć o kasynach Hit i kinach Helios projektu Piotr Gierałtowski i Partnerzy. Te projekty są dla mnie szalenie ważne, podobnie jak projekty butików Mohito. We wnętrzach hoteli Bristol i w Raffles Europejskim również znajdują się produkty z mojego portfolio.
Jak wyobraża sobie Pani odbiorców marek z Pani portfolio?
To świadomi klienci, którzy mają potrzebę posiadania estetycznych rzeczy. Lampy wspaniale dekorują, ale też doświetlają wnętrze, co jest nieodzowne, bo lampa ma spełniać wysokie wymogi estetyczne, ale przede wszystkim dawać światło. W naszych warunkach klimatycznych to niezwykle ważne, jesienią i zimą to światło daje nam energię.
Produkty łazienkowe oferują z kolei ponadczasowy design, które nie znudzą się mimo zmieniających się trendów. To ważne, bo my, Polacy, nie robimy tak często remontów jak społeczeństwa zachodnie. Urządzamy się na lata, zatem jakość i aspekt uniwersalności są istotne.
Czy bestsellery sprzedażowe w Polsce są takie same jak w innych krajach Europy?
Tak, tyle że kiedyś nowości docierały do Polski z opóźnieniem. Podczas gdy gdzie indziej były już obecne do znudzenia, u nas dopiero objawiały się. Obecnie bestsellery u nas i w innych krajach raczej się pokrywają. Polacy, na szczęście, stali się bardziej otwarci na design z całego świata. Nasze społeczeństwo nie jest może tak zamożne jak społeczeństwa zachodnie, ale coraz częściej korzysta z usług projektantów wnętrz i docenia piękno otoczenia. Więcej osób ma też świadomość, czym jest oryginał, a czym kopia, tej drugiej mówiąc stanowcze “nie”.
Czy jest coś, co łączy marki, którymi się Pani opiekuje?
Same produkty są zróżnicowane. Propozycje Marset są utrzymane w stylu skandynawskim, minimalistyczne, nowoczesne. Decor Walther ma elegancką, ponadczasową ofertę. MM Lampadari to klasyka w nowoczesnym wydaniu. Inbani to nowoczesne wariacje stylistyczne. Ich wspólnym mianownikiem jest świetny design i bezkompromisowa jakość. To, co z kolei łączy tych producentów, to pewność, że potrafię we właściwy sposób zająć się ich produktami. Oni doskonale wiedzą, że za moimi sukcesami stoi nie tylko konsekwentny wysiłek, ale i pasja, absolutne oddanie sprawie.